czwartek, 19 kwietnia 2012

Prolog



 
Nie to, co przeżywamy, ale jak odczuwamy to, co przeżywamy, stanowi o naszym losie.



Minęło dwanaście lat, a ja wciąż nie mogę się nadziwić zmianom, jakie ten dzień uczynił w moim życiu.  Ilekroć go wspominam, robię to z niechęcią. Bo czy można inaczej myśleć o dniu, w którym zaczęło sypać się wszystko to, co było wręcz doskonałe?

Śpiew ptaków uciszył moje myśli. Choć na chwilę pozwolił mi zapomnieć o kłótni rodziców. Od dowiedzenia się o chorobie Chrisa, zdarzały się one coraz częściej.  Nienawidziłam tych momentów, kiedy nie panując nad swoimi emocjami, rodzice wyrzucali sobie to wszystko, o czym na co dzień zapominali. Nie rozumiałam wtedy znaczenia tych kłótni i nie zdawałam sobie sprawy z tego, jakie mogą być ich konsekwencje. Zresztą pomijając te chwile nie miałam na co narzekać. I wcale tego nie robiłam. Rodzice byli dla mnie wzorem. Ich miłość, troska, wzajemny szacunek były dla mnie godne podziwu. Miałam dwóch braci (z całkowitą świadomością używam czasu przeszłego) młodszego Chrisa i starszego Edwarda. Nie mogę powiedzieć, że byliśmy wzorem rodzeństwa, ale przynajmniej się kochaliśmy.
-Ellie gdzie tak biegniesz?
-Gdziekolwiek-odpowiedziałam z uśmiechem- Chodź Chris, zobacz jak tu pięknie!
-Poczekaj na mnie. Wiesz przecież, że jesteś szybsza.
Ja jednak biegłam dalej, i dalej. Wiatr tańczył z moimi włosami, a ja wyciągając ręce, jako skrzydła, zręcznie omijałam kolejne drzewa. 
-Chodź Chris, zobaczymy czy przy starym pieńku nadal są wiewiórki. Wziąłeś cukier?
-Mam, mam. Jak myślisz, ile ich dzisiaj będzie?- zapytał, gdy wreszcie mnie dogonił.
-Myślę, że dużo. Może będą też malutkie? Ed mówił, że widział aż sześć malutkich wiewióreczek. Też chciałabym zobaczyć.
-Wiem, tatuś powiedział, że jest głuptas, bo malutkie wiewiórki będą dopiero za miesiąc. Jak myślisz, Eddie naprawdę ja widział? Czy splatał?
-Nie wiem, wiesz jaki on jest. A może chciał z nas zażartować?- stanęłam w miejscu. Zakładając brązowe loki za ucho zastanawiałam się czy jest taka możliwość.
-Wiesz co mam pomysł. Powiemy Eddiemu, że widzieliśmy aż osiem wiewiórek. I że jedna nawet podeszła do nas tak całkiem bliziutko.
-Chris nie wolno kłamać.
-Ale takie jedno małe kłamstewko nikomu nie zaszkodzi. No weź Ellie, bo inaczej Eddie będzie się z nas śmiał.
Zastanowiłam się.
-No dobrze, chodźmy już, bo za chwilę trzeba wracać.
Znowu przyśpieszyliśmy. Biegłam pomiędzy drzewami naśladując odrzutowiec, a w ślad za mną biegł Chris, od czasu do czasu kasłając.
-Wiesz, Ellie, już nie kaszle krwią. Mówiłem wam, że mi leki pomogą. Zobaczysz wkrótce będę całkiem zdrowy.– uśmiechnął się na samą myśl o tym. Ja również.
-Na pewno. I pokonasz tego gburowatego Henriego w wyścigach przez park.
-A Eddie mówił, że jesteś w nim zakochana. –zaśpiewał melodyjnie –I będziecie mieli ślub i dzidziusia!
-Ed głupoty splata. Wiesz, że ja go nie znoszę. Wiesz co bym z nim zrobiła? Zamieniła na kosz na brudy, albo najlepiej na śmietnik!
-Albo na patelnię.
-Czemu na patelnię?
-Mogłabyś go usmażyć.  Czary-mary. Hokus-pokus. Abrakadabra. Simsalabim!- zawołał wesoło przeskakując przez konary.
-Świetny pomysł Chris. Ciii- przyłożyłam palec do ust i powoli zrobiłam krok do przodu.
Kilka metrów przede mną leżał powalony, zarośnięty mchem pień, z którego w niektórych miejscach wyrastały pojedyncze listki. Tuż obok rosło pochylone drzewo i gdy stanęło się na palcach można było zobaczyć dziuple wiewiórczej rodziny. Jeśli na dodatek miało się nieco szczęścia, wiewiórki skakały po pniu i czasem nawet do dwóch metrów podchodziły po cukier albo orzechy.
-Daj- szepnęłam do brata wyciągając rękę.  Położył mi na dłoni cztery kostki cukru, a sam przypatrywał się dziupli jak urzeczony.
Ostrożnie podeszłam bliżej pnia rozglądając się. Ruda wiewiórka siedząca na grubej gałęzi przy pniu drgnęła, ale nie uciekła. Powoli wyciągnęłam rękę, nadal podchodząc coraz bliżej, w końcu, gdy cofnęła się położyłam cukier na listku i zrobiłam krok do tyłu. Wiewiórka spojrzała na mnie nieufnie, jednak nie miała zamiaru zrezygnować z przysmaku. Podskoczyła raz, drugi i trzeci i już miała w łapkach kostkę, za nią przybiegły dwie kolejne. Nie pamiętam ile tak staliśmy i obserwowaliśmy te wiewiórki, w każdym bądź razie, zrobiło się już szaro.
-Ścigamy się do domu? –zapytałam Chrisa, na co on zmarszczył brwi.
-To nie fair! Jesteś szybsza i na pewno wygrasz.
-Ale teraz jestem już zmęczona, będę biegła tak samo jak ty, albo jeszcze wolniej. No chodź. Kto ostatni to zgniłe jabłko!- wrzasnęłam wesoło i pobiegłam.
-Ej, miałaś biec wolniej!- usłyszałam jeszcze oburzenie brata, gdy ziemia osunęła mi się pod stopami i wpadłam do jakiejś szczeliny.
Otrzepałam się i spojrzałam w górę. Coraz ciemniejsze niebo było jak na mój gust za wysoko i ledwie oświetlało trawę na górze. Spróbowałam się wdrapać, ale nogi zjechały mi po warstwie wilgotnych liści. Zaczęłam panikować.
-Pomocy! Chris! Pomóż mi! 
-Ellie? Gdzie jesteś?
-Tutaj! Wpadłam do jakiejś dziury i nie mogę wyjść.
Rozejrzałam się wokoło. Na dole leżały liście i gałęzie, jedna z nich właśnie boleśni wbiła mi się w stopę. Odepchnęłam ją drugą nogą, kopiąc w kąt, przy czym odgarnęłam trochę liści.
-Ellie? Nie widzę cię.
-Tutaj jestem! Na dole!
-Jejku jak ty tam się znalazłaś? –nachylił się nad otworem i wyciągnął do mnie rękę. Nic z tego, byłam za nisko.- Chyba trzeba iść po pomoc. Zobacz czy nie ma tam na dole jakiejś gałęzi albo czegoś na czym mógłbym cię wciągnąć.
Spojrzałam w dół i właśnie wtedy zauważyłam blask. Schyliłam się i moim oczom ukazał się kryształ. Emitował słabe, jasne światło. I właśnie wtedy ogarnęło mnie dziwne uczucie, nie potrafię go nawet dokładnie sprecyzować, ani nazwać, jakbym znalazła coś, czego zawsze poszukiwałam i jednocześnie poczułam ciekawość i lęk. Owładnięta tymi uczuciami wyciągnęłam dłoń i kiedy kryształ znalazł się w mojej ręce rozbłysło białe, rażące światło i zakręciło mi się w głowie. Oparłam się o brudną ścianę tej dziury i próbowałam uspokoić swój oddech, a jednocześnie dostarczyć zamglonemu organizmowi jak najwięcej tlenu.
-Masz Ellie, znalazłem jakąś gałąź. Spróbuj sięgnąć.
Nie wypuszczając kryształu z dłoni chwyciłam podany mi patyk i tym razem powoli wyszłam na zewnątrz.
-Zobacz co znalazłam- wyciągnęłam do niego trochę zabrudzoną dłoń uśmiechając się dumnie. Świadoma byłam ile ten kryształ może być warty. Moglibyśmy sobie kupić nowy dom, było by więcej pieniędzy na leczenie Chrisa, jednak z drugiej strony nie chciałam się z nim rozstawać.  Wiem, że to nieprawdopodobne, ale przywiązałam się do niego.
-Jejku. To diament?
-Nie wiem. Chyba tak. A może brylant?
-Może, albo szafir.
-Nie, szafir ma inny kolor. Eddie mi kiedyś w takiej książce pokazywał.
-Masz jeszcze tą książkę?
-No jasne. Muszę jej tylko poszukać.
-To chodźmy, zobaczymy co to za kamień.
-Ale nie dasz go Eddiemu?
-No co ty. Na razie wiesz o tym tylko ty i ja. To taka nasza tajemnica.- uśmiechnęłam się do brata i trzymając się za ręce poszliśmy do domu.

Znaleziony tamtego pamiętnego dnia kryształ wtedy był dla mnie czymś nieprzeniknionym i tajemniczym. Ale to, co stało się chwilę później było nad wyraz dziwne i mnie przerażało.
-Jak ty wyglądasz! Och, Ellie. Na chwile nie można cię samej wypuścić.- westchnęła mama na mój widok. Nie zauważyłam wtedy, że miała zapłakane oczy.
-Przepraszam, przewróciłam się jak już wracałam do domu.
-No i jak? Nakarmiliście wiewiórki?
-No jasne!- zawołał Chris- Ale tata miał racje, jeszcze nie ma malutkich, Ellie patrzyła do dziupli.
-Będą już niedługo, jeszcze się napatrzycie. A teraz szybko się idźcie myć ręce i do kolacji. My już jedliśmy, ale zaraz wam coś zrobię. Co ty tam masz w ręce Ellie?
-Nic- powiedziałam podnosząc rękę z kryształem z tyłu szyi i wrzucając go za bluzkę.
Mama uśmiechnęła się do mnie smutno i poszła do kuchni. I wtedy poczułam straszny  ból na szyi. Skrzywiłam się, jednak po chwili minął, i o dziwo poczułam się lepiej.
-Ellie- zawołał szeptem Chris- znalazłem, chodź.
Chris siedział na swoim łóżku i z wypiekami na twarzy przeglądał opasły tom z kolorową okładką.
-Gdzie go masz?
Sięgnęłam ręką na plecy chcąc wymacać kryształ, ale wyczułam tylko materiał bluzki. Powtórzyłam czynność jeszcze raz i znowu wynik był taki sam.
-Musiał mi wypaść w pokoju.- powiedziałam i pędem wróciłam do salonu. Tam jednak go nie było, choć razem z Chrisem sprawdziłam dosłownie wszędzie. Przeszukałam zresztą cały dom, jednak nie było po nim śladu. Jak kamień w wodę.
Miejsce jego położenia odkryłam jakieś dwa dni później, kiedy upinałam sobie włosy do szkoły. Otóż kryształ znajdował się z tyłu mojej szyi.


Następnego ranka taty już nie było. Mama długo nas okłamywała mówiąc, że ojciec wyjechał w jakąś delegacje i niedługo wróci. Czas mijał, a on nadal nie wracał. Powoli traciliśmy nadzieję.

Po pięciu miesiącach moi bracia otrzymali od ojca prezenty na Gwiazdkę. Wtedy myślałam, że po prostu zapomniał wysłać i niedługo sam mi przywiezie. Ale oczywiście się myliłam.
Nie mogę powiedzieć, że ojciec o nas zapomniał. Nie, ojciec zapomniał tylko o mnie. W odwiedziny przyjeżdżał tylko wtedy kiedy mnie nie było. Od pamiętnej kłótni widziałam go tylko raz na mieście. Nie rozpoznał mnie, byłam już dla niego obca.
To bolało. Odrzucił, znienawidził mnie, a ja setki razy zastanawiałam się dlaczego. Co musiałam zrobić złego, czym go uraziłam, że nie chciał mnie znać? Jak można było wyrzec się własnej córki?  Byłam mała, nie potrafiłam tego zrozumieć. Zresztą nadal nie mogę. Przez całe dwanaście lat nie zbliżyłam się ani odrobinę do wyjaśnienia. Tyle, że teraz już nie chce go znać.  Już nie czekam na niego. Dla mnie umarł. Bolesne wspomnienia zakopałam gdzieś głęboko w sobie i cierpliwie pilnuję, żeby nikt ich nie znalazł. A zwłaszcza ja.

Tymczasem stan mojego młodszego braciszka pogorszył się i dwa lata po pamiętnym dniu zmarł we śnie. Mama popadła w depresje. Ed zamieszkał z ojcem, a ja z babcią. Kiedy miałam szesnaście lat mama zmarła na gruźlicę, trzy lata później babcia nie przeżyła zawału serca.

Znienawidziłam ojca, tak jak on wcześniej znienawidził mnie, obwiniałam go o wszystko, o śmierć Chrisa, mamy, o to, że nas porzucił, o zawał babci. A on? Raz, na moje osiemnaste urodziny wysłał mi kartkę. Spaliłam ją. Z Edwardem widziałam się kilka lat temu, nie rozumiał, dlaczego tak odnoszę się do ojca. Po naszej pierwszej tak poważnej kłótni więcej się nie odezwał.  


Rozważania nad tym, dlaczego to spotkało akurat mnie zajęły mi sporo czasu. Zmarnowałam go na wspominanie tych szczęśliwych i mniej szczęśliwych chwil. Wiele wycierpiałam, wiele razy byłam na granicy wytrzymałości. 

Gdy fragmenty układanki dobrały się w całość ogarnęło mnie przeczucie i myśli tak silne, że nie mogłam się ich pozbyć, aż w końcu wiedziałam, że to ten okrutny kamień był sprawcą tego wszystkiego, ten sam kamień, który nadal tkwił w szyjnym odcinku mojego kręgosłupa.

Ten dzień zmienił wszystko. Był jak ręka, która popycha równomiernie ułożone kostki domino. Następna  idzie w ślad poprzedniej. Już nic nie może zatrzymać upadku wszystkiego. Tak właśnie stało się z moim życiem. Upadło wszystko.

Pogodziłam się tym. Przyjęłam wszystkie niesprawiedliwości jakie mnie dotknęły. Napisałam nowy scenariusz, według którego codziennie odgrywałam swoją rolę. Nie miałam zamiaru go zmieniać, zbyt wiele to ode mnie wymagało. Nie miałam ani siły, ani ochoty po raz kolejny zaczynać wszystko od nowa. Przysięgłam sobie, że już nigdy nie pozwolę aby ktoś stał się dla mnie ważny, tak ważny, że jego odejście by bolało. Ja już wycierpiałam swoje. I nie miałam zamiaru tego zmieniać, nawet biorąc pod uwagę fakt, że ciągle słyszałam w swojej głowie słowa: Udaj się do Mestii.

11 komentarzy:

  1. Za cholerę nie umiem się na tym portalu podpisać. Nieważne. Przeczytałam, podobało mi się. Jak dla mnie, osoby która uwielbia wszystko roztrząsać w najdrobniejszym szczególe to strasznie szybko przeleciałaś spory kawałek czasu, ale prolog ma swoje prawa, więc.
    Ładnie. Niewiele w tym jeszcze jest Ellie, ale myślę, że juz niedługo ją poznamy.
    Leilanii

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszę ten komentarz drugi raz... Musiałam jednak dojrzeć ponad dobę, by cokolwiek napisać. Notka jest ładna. Miła, przyjemna dla oka, szybko i lekko się czyta. Szkoda mi tylko Ellie i jej rodziny. Nikomu nie życzę takich doświadczeń. Wiadomo - są błędy. Interpunkcja to taki diabeł, co się czai za rogiem. Zrozumiałe. Jednak nie pasuje mi to, jak Ellie znalazła kryształ, a raczej, że mogła się nim bawić, chować go, etc. Wyszłam z założenia, że nikt nie wie, jak się znajduje kryształ, co się dzieje i w ogóle, dlatego napisałam jako pierwsza prolog. Skoro napisałam, to oczekuję, że jest to wzór. No i to mi głównie nie pasuje :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Po pierwsze - Twój blog ma prześliczny wygląd. Uwielbiam prostotę i to mi się tutaj podoba :) W Twoim sposobie pisania jest coś co sprawia, że fajnie się czyta.Dobrze piszesz w pierwszej osobie. Czekam na kolejną notkę, gdzie już bliżej poznamy się z osobą Ellie :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo podoba mi się szablon i cytat na nim, uważam, że jest bardzo prawdziwy. Prolog również mi się podoba. Dobrze i lekko się czyta. Szkoda mi małego Chrisa, przeuroczy dzieciaczek. No i Ellie mi szkoda, mnóstwo wycierpiała w życiu, ale z drugiej strony dzięki temu będzie bardzo ciekawym charakterem. :) Jestem też ciekawa o co chodzi z jej ojcem.
    Czekam na kolejny rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo podoba podoba mi się ta tematyka. Z tego co się zorientowałam piszesz w serii. Bardzo fajnie, jestem ciekawa dalszego ciągu tej historii. Bardzo współczuję Ellie, no i podziwiam to, że jakoś to wszystko co ją spotkało przetrwała. Mam nadzieję, że nie będzie miała zbyt wiele kamieni pod nogami. Czekam na dalszy ciąg. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Dużo się wydarzyło w tym prologu, choć oczywiście opisałaś bardzo długi okres w życiu Ellie. Całość mi się podobała, chociaż może trochę za mało w niej opisu emocji, w końcu wszystkie te sytuacje powinny ich wiele wzbudzać. W każdym razie udało Ci się mnie zaciekawić i chętnie się dowiem jak potoczyły się losy Ellie i dlaczego jej ojciec nagle zupełnie zmienił do niej podejście... Nie powiem, że nie mam jeszcze swojej wizji i domysłów ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wciągnęła mnie ta historia. Zastanawiam się, czy Ellie zmieni swój światopogląd. Spotkało ją tyle cierpienia, ale i tak uważam, że jest naprawdę dzielna. Podczas czytania domyśliłam się, że to nieszczęście spotkało ją z powodu tego kryształu. A może ten kryształ ma jakieś inne znaczenie? No cóż, mogę się tylko zastanawiać i czekać na kolejne rozdziały tego opowiadania. Kolejne pytania męczą moją biedną głowę, więc będę oczekiwać z niecierpliwością na dalszy ciąg historii. Przy okazji serdecznie zapraszam na:http://opowiadania-skrytych-mysli-dakoma.blog.onet.pl/ i na mój nowo założony blog:http://kushina-i-minato-poboczna-historia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Jej... To naprawdę smutne... Historia Ellie naprawdę chwyta za serce... Racja, że każdego to może spotkać... Ciekawi mnie, co będzie dalej :D
    Pozdrawiam [mysli-wampirzycy.blog.onet.pl]

    OdpowiedzUsuń
  9. Zostawiasz adres swojego bloga praktycznie wszędzie i tak zastanawiało mnie, czy Twoja historia jest tak... powalająca, że starasz się ją rozpowszechniać. Wiesz, co Ci powiem? Nie jest, ale lekko i przyjemnie przeczytało mi się ten rozdział. Warto od razu wspomnieć, że dosięgnął Cię ogromny zaszczyt, gdyż nie komentowałam żadnego postu od... paru miesięcy. Po prostu brak czasu, ale to teraz nieważne.
    Więc tak:
    Ładnie opisujesz sytuację, choć jeszcze delikatnie zbyt chaotycznie. Tu ona wpadła do dziury, ten niemal od razu ją wyciągnął... Za szybko. Końcówka... mało się nie pogubiłam, ale Ci ją wybaczam, bo zdaję sobie sprawę, że tak musi być. Następnie... Dobrze byłoby robić akapity i spacje między myślnikami. Co do błędów, chyba na początku w pierwszym dłuższym fragmencie były jakieś dwa językowe, później zamiast "tę", jest "ta" gdzieś w środku dialogu, a na ogół więcej znaczących pomyłek nie zauważyłam.
    Treść uważam za dobrą, choć potrzebujesz jeszcze treningu i warsztatu. Jest na średnio zaawansowanym poziomie i - co warto podkreślić - mimo to opowiadanie jest wciągające, przyciąga uwagę.
    Zapewne nie czytasz takich opowiadań, ale jak już jestem, zostawię swój adres. [magia-uczuc.blog.onet.pl]
    Pozdrawiam serdecznie, Aileen

    OdpowiedzUsuń
  10. Choć osobiście mówiąc nie przepadam za takim rodzajem blogów, to z przyjemnością przeczytałam tą notkę.
    Zgodze się z jedną z moich przedmówczyń, że nie za wiele jeszcze tam samej głównej bohaterki, ale licze że rozwinie się to w kolejnych.
    Prosiłaś bym powidomiła Cię o kolejnej notce, także zapraszam do siebie. [prowadzi-mnie-los.mylog.pl]
    pozdrawiam serdecznie,
    cherry brandy

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo mi się spodobało to opowiadanie. O co chodzi z tym kryształem? Jak na razie to nie mogłam się w tym wszystkim połapać, ale nie mogę nie stwierdzić, że świetnie ci to wyszło. Takie rozważania głównej bohaterki. W sposób ciekawy i stosunkowo prosty opisujesz najważniejsze momenty z jej życia, jednocześnie (za co jestem ci bardzo wdzięczna) nie podajesz zbyt dużo informacji, i ta mała tajemnica, o co chodzi z tym kryształem i ojcem Ellie, sprawia, że przynajmniej ja mam wielką ochotę przeczytać kolejny rozdział. Jak widzę, na razie się on nie pojawia, ale mam nadzieję, że wraz z nadchodzącymi wakacjami dodasz coś nowego. Czekam

    Ennyline

    OdpowiedzUsuń